Wstyd

Weronika chyba po pół godziny wróciła do biura. Jak weszła i spojrzała na mnie, to myślałem, że pod biurko wpadnę ze wstydu. Spojrzałem na nią moimi przepraszającymi oczkami- dotąd na każdej pannie robiły wrażenie. Ale jak Widać Werka nie była tą każdą. Spojrzała na mnie tak, że aż ciarki mi po plecach przeszły. Weronika spokojnie podeszła do komputera i tym razem już bez problemu uruchomiła prezentację. Zadzwoniła po Marcina, przedstawiła co miała przedstawić i wyszła.

A ten jej głosik, jejku, ona działa na mnie jak płachta na byka. Te jej usta. Wypowiadała się tak spokojnie, swobodnie, jakby chwilę temu nic się nie wydarzyło. Co się ze mną dzieje. Tomek skup się na tym co ona mówi a nie jak wygląda i jaki ma głos. Ale najwyraźniej mój umysł miał mnie w nosie. Weronika miała przecudne nogi, a te jej buciki, które były w dodatku czerwone, pięknie ozdabiały jej nogi. Z tego co widziałem, to Marcin też jakoś spokojnie nie mógł usiedzieć. Co chwila się wiercił. I gapił się tam gdzie nie powinien. Już w duchu przeprowadziłem z nim rozmowę- masz swoją Kachę to Werkę zostaw mi.