Środa, rozwinięcie pamiętnika

Mam się spóźnić, ale ja chyba nie potrafię za bardzo. Obudziłem się o tej 8.00 i oczyska mam jak dwie pięciozłotówki. I weź człowieku bądź tu mądry i się spóźnij. Wstałem, wskoczyłem w dresy i poszedłem pobiegać. Nie ma to jak sport z rana. Od razu człowiekowi żyć się chce. Wróciłem, wziąłem prysznic, zrobiłem sobie kawę i siedzę. A czas to leci jakby bardzo chciał, a nie mógł. Przejrzałem gazety, wyprasowałem koszulę i zrobiłem masę innych rzeczy. Pewnie gdybym chciał, to jeszcze makijaż zdążyłbym zrobić. Ja nie wiem dlaczego laski ciągle narzekają na brak czasu.

Ale te stworzenia to w ogóle ciężko zrozumieć. Wiecznie brakuje im czasu i ciuchów w szafie, jakby tam coś siedziało i je wyżerało. A nie ona stanie przed szafą tak pełną szmat, że nie ma już kompletnie gdzie upychać następnych i ten cudowny tekst, który przyprawia mnie o palpitacje serca „Kochanie nie mam się w co ubrać”. W tym momencie wychodzę z siebie i staję obok. To jest po prostu nie możliwe. Więc ja stanąłem przed moją szafą, otworzyłem ją, zobaczyłem, że nic nie pożarło moich rzeczy, po czym wybrałem garnitur w paski, jasną koszulę i bordo krawat.